Są ludzie, o których mówi się „twarda sztuka”. Przechodzą przez reorganizacje, zmiany szefów i kryzysy, a potem wstają, otrzepują się i idą dalej. Wydawałoby się, że ktoś taki jest najgorszym możliwym celem dla osoby, która lubi gnębić innych. I trochę tak jest. Tylko że „trudny zawodnik” nie znaczy „niezniszczalny”. Czasem właśnie odporność sprawia, że ktoś zostaje w toksycznej sytuacji dłużej, niż powinien, i płaci za to wyższą cenę.
Najpierw porządek w słowach: mobbing, przemoc, agresja
W codziennym języku te słowa się mieszają, a to utrudnia rozpoznanie, co się naprawdę dzieje.
Agresja to w psychologii każde zachowanie skierowane przeciw drugiej osobie z zamiarem wyrządzenia jej krzywdy, której ta osoba chce uniknąć. Agresja może być jednorazowa i wybuchowa. Może też być wzajemna: dwie osoby kłócą się, obie podnoszą głos, obie mówią o kilka słów za dużo. To jeszcze nie przemoc.
Przemoc zaczyna się tam, gdzie pojawia się przewaga. W polskiej praktyce pomocowej wskazuje się zwykle cztery cechy przemocy: jest zamierzona, sprawca wykorzystuje przewagę sił (fizyczną, psychiczną, ekonomiczną, zawodową czy społeczną), narusza prawa i godność drugiej osoby i wyrządza jej szkodę. Ten sam rdzeń widać w polskiej ustawie o przeciwdziałaniu przemocy domowej. Mowa w niej o umyślnym działaniu lub zaniechaniu, „wykorzystującym przewagę fizyczną, psychiczną lub ekonomiczną”. W agresji siły bywają wyrównane. W przemocy zawsze są po jednej stronie.
Konflikt to spór dwóch mniej więcej równych stron. Może być ostry, ale obie strony mają podobne możliwości obrony.
Mobbing jest czymś innym. To proces, w którym jedna osoba stopniowo traci możliwość obrony i ląduje na pozycji podporządkowanej. Przewaga nie musi wynikać ze stanowiska. Może mieć ją grupa kolegów wobec jednej osoby albo ktoś z lepszymi znajomościami.
Od dziś, 5 listopada 2026 roku, prawo mówi o tym prościej. Weszła w życie nowa definicja mobbingu w Kodeksie pracy: to „zachowania polegające na uporczywym nękaniu pracownika”. Uporczywość oznacza, że nękanie jest powtarzalne, nawracające lub stałe. Jednorazowe incydenty mobbingiem nie są, nawet jeśli naruszają czyjeś dobra osobiste.
Ustawa wymienia przykładowe przejawy:
- upokarzanie, poniżanie i naruszanie godności,
- uwłaczanie,
- zastraszanie,
- zaniżanie oceny przydatności zawodowej,
- nieuzasadnioną krytykę lub ośmieszanie,
- utrudnianie pracy, komunikacji i dostępu do informacji,
- ograniczanie wykorzystania kompetencji,
- izolowanie lub eliminowanie z zespołu.
Mobberem może być szef, ale też kolega czy podwładny, i może nim być grupa osób. Nie trzeba już udowadniać, że nękanie trwało długo ani że spowodowało rozstrój zdrowia, żeby domagać się zadośćuczynienia. Jego minimalna wysokość to sześciokrotność płacy minimalnej.
O przemocy jako takiej, o jej mechanizmach i o tym, dlaczego tak trudno z niej wyjść, napiszę osobno. Tu skupię się na czymś węższym: na konkretnych zachowaniach mobbingowych, często bardzo wysublimowanych, i na tym, co się dzieje, gdy trafiają na kogoś, kto się łatwo nie łamie.
Jak wygląda mobbing, który nie krzyczy
Twórca pojęcia mobbingu, szwedzki psycholog Heinz Leymann, pożyczył je od etologów. Opisywali tak sytuację, w której stado ptaków wspólnie atakuje intruza. W latach 80. Leymann rozmawiał z wieloma osobami gnębionymi w pracy i wyodrębnił 45 typowych zachowań. Podzielił je na pięć grup:
- Odbieranie głosu: ktoś ci przerywa, nie dopuszcza do słowa, krytykuje każdą wypowiedź, ignoruje twoje maile.
- Odcinanie od ludzi: koledzy przestają z tobą rozmawiać, nie jesteś zapraszana na spotkania, ktoś traktuje cię jak powietrze.
- Niszczenie wizerunku: plotki, insynuacje, żarty z twojego wyglądu czy pochodzenia, podważanie twoich decyzji przy innych.
- Psucie sytuacji zawodowej: zadania poniżej kompetencji albo zadania niewykonalne, odbieranie projektów, zalewanie pracą bez sensu.
- Uderzanie w zdrowie: groźby, przeciążanie, zmuszanie do pracy szkodliwej, a w skrajnych przypadkach przemoc fizyczna czy seksualna.
Większość z tych zachowań z osobna wygląda niewinnie. „Zapomniał cię dopisać do maila”. „Taka jest, ma trudny charakter”. „Przecież tylko żartował”. Mobbing rzadko polega na jednym spektakularnym ciosie. To raczej setki drobnych ukłuć, które składają się w system. Dlatego tak trudno go nazwać, a jeszcze trudniej udowodnić.
Ostracyzm boli naprawdę. Bycie ignorowanym to jedna z najskuteczniejszych broni, bo nie zostawia śladów. W znanym eksperymencie badacze wykluczali uczestników z prostej komputerowej gry w rzucanie piłką. U osób odrzuconych aktywowały się obszary mózgu związane z przetwarzaniem bólu. Milczenie i omijanie wzrokiem nie są więc „niczym”. Mózg rejestruje je jako zranienie.
I wreszcie dochodzimy do pytania z tytułu.
Osoba z rezyliencją to trudny zawodnik. Czy jest nie do pokonania?
Tu trzeba być uczciwym, bo łatwo o piękny, ale fałszywy mit.
Co jest prawdą? Osoba prężna rzeczywiście jest trudniejszym celem. Nie rozpada się po pierwszym ataku, nie wycofuje się od razu, dłużej zachowuje jasność myślenia. Ma też często to, co mobber chciałby zabrać: kompetencje, dobre wyniki, szacunek zespołu. Badania pokazują, że osoby nękane często są najlepszymi pracownikami w swoich zespołach. Okazuje się, że sprawców napędza właśnie poczucie zagrożenia ich wynikami. Bywa więc odwrotnie, niż mówi stereotyp „ofiary”: celem staje się nie słaby, tylko ten, kto wystaje ponad przeciętną.
Co jest mitem? Że rezyliencja chroni przed skutkami mobbingu. Uczeni sprawdzili, co łagodzi szkody, jakie mobbing wyrządza zdrowiu. Wsparcie współpracowników i przyjazna kultura organizacji robiły to konsekwentnie. Zasoby osobiste, czyli to, co mamy „w sobie”, miały niewielkie znaczenie. Innymi słowy: w starciu z systemowym nękaniem sama siła charakteru to za mało. Rezyliencja pomaga przetrwać i potem się podnieść, ale nie czyni nikogo odpornym na ciosy.
Gdy zwykłe ciosy nie działają, mobber wytacza inną broń
Kiedy ktoś się nie łamie, sprawca rzadko odpuszcza. Częściej zmienia taktykę. Badacze mobbingu opisują ten proces jako eskalację konfliktu. Zaczyna się od sporu o zadania, potem robi się osobiście, a w końcowej fazie silniejsza strona dąży do zniszczenia reputacji i poczucia własnej wartości drugiej osoby. Oto bronie, po które sięga się, gdy prosta krytyka nie wystarcza.
Izolacja zamiast ataku. Skoro nie da się cię złamać wprost, można cię odciąć: od informacji, od ważnych spotkań, od ludzi. Prężna osoba świetnie radzi sobie z trudnym zadaniem, ale nie da się poradzić z zadaniem, o którym nikt ci nie powiedział.
Reputacja zamiast ciebie. Zamiast przekonywać ciebie, że jesteś słaba, mobber przekonuje innych, że jesteś trudna. Plotka, przekazana „w zaufaniu” uwaga, sugestia, że „coś z nią jest nie tak”. Twoja siła zaczyna być przedstawiana jako wada: nie „asertywna”, tylko „konfliktowa”, nie „dociekliwa”, tylko „roszczeniowa”.
Odwrócenie ról. Gdy wreszcie stawiasz granicę albo zgłaszasz problem, uruchamia się mechanizm, który psycholożka Jennifer Freyd nazwała DARVO. To skrót od angielskich słów: zaprzecz, zaatakuj, zamień role ofiary i sprawcy. „Nic takiego nie było. Ty jesteś przewrażliwiona. To ja jestem tu atakowany.” Im bardziej stanowczo się bronisz, tym łatwiej przedstawić cię jako agresora.
Podważanie twojej rzeczywistości. „Nigdy tego nie mówiłem.” „Wymyślasz.” „Wszyscy wiedzą, że tak było ustalone.” Podważanie czyjegoś postrzegania i pamięci, nazywane gaslightingiem, uderza w miejsce, w którym osoby prężne czują się najpewniej: w zaufanie do własnej oceny sytuacji.
Twoja siła jako narzędzie. „Ty sobie poradzisz” brzmi jak komplement, ale bywa wyrokiem. Osoba niezawodna dostaje więcej zadań, krótsze terminy i najtrudniejsze projekty, aż w końcu nie daje rady. Wtedy pojawia się „dowód”, że nie spełnia oczekiwań.
Wciąganie innych i instytucji. Mobbing w ścisłym sensie to często zjawisko grupowe. Sprawca zjednuje sobie sojuszników, a niekiedy także narzędzia formalne: oceny okresowe, upomnienia, „rozmowy dyscyplinujące”. Wszystko wygląda zgodnie z procedurą, tylko kierunek jest zawsze ten sam.
Pułapka silnego zawodnika
To chyba najmniej oczywista część tej historii. Te same cechy, które pomagają przetrwać kryzys, w sytuacji mobbingu potrafią obrócić się przeciwko nam. Jak to wygląda w praktyce?
„Dam radę.” Osoba prężna przeczekuje, bagatelizuje, tłumaczy sobie, że to przejściowe. Tymczasem mobbing rzadko mija sam. Badania pokazują, że ustępowanie wiąże się raczej z narastaniem nękania niż z jego wygaszeniem.
Udowadnianie. „Jeśli będę jeszcze lepsza, nie będą mieli się do czego przyczepić.” Więcej godzin, więcej perfekcji, mniej snu. To dokładnie ten kierunek, w który pcha mobber, gdy dokłada zadań. Skutkiem nie jest uznanie, tylko wyczerpanie.
Samotna gra. Silni nie proszą o pomoc, bo „przecież sobie radzą”. Tymczasem najsilniejszą tarczą okazuje się właśnie wsparcie innych ludzi, a nie odporność jednostki. Kto gra solo, rezygnuje z najlepszej obrony.
Rozmowa jak w zwykłym konflikcie. Osoby prężne wierzą w rozmowę: wyjaśnić, zrozumieć, dojść do porozumienia. To świetna strategia, gdy strony są równe. Przy mobbingu, gdzie przewaga leży po jednej stronie, często zawodzi.
Szukanie winy w sobie. „Może przesadzam.” „Może to ja jestem za ostra.” Ludzie z wysoką samoświadomością chętnie biorą odpowiedzialność, a mobber skwapliwie im ją oddaje.
Brak śladów. Silni ufają swojej pamięci i nie notują. A przy nowej definicji mobbingu kluczowe jest pokazanie, że nękanie było powtarzalne. Bez dat, maili i świadków trudno to zrobić.
Niewidzialne cierpienie. Osoba, która się trzyma, nie wygląda na skrzywdzoną. Otoczenie mówi: „Przecież ty sobie świetnie radzisz”. To osłabia wiarygodność zgłoszenia i odbiera wsparcie, które należy się każdemu, niezależnie od tego, jak dzielnie się trzyma.
Lojalność ponad wszystko. Zostaję, bo to mój zespół, mój projekt, moja firma. A odejście traktuję jak porażkę. Tymczasem czasem jest najrozsądniejszą decyzją, a nie przegraną.
Ignorowanie ciała. Bezsenność, bóle głowy, napięcie, ciągłe zmęczenie. Prężna głowa długo zagłusza sygnały z ciała, ale ciało prowadzi własne rachunki.
Co z tego wynika dla ciebie?
Rezyliencja nie jest obowiązkiem znoszenia wszystkiego. Najdojrzalsza wersja odporności nie polega na tym, żeby wytrzymać jak najdłużej. Polega na tym, żeby szybko rozpoznać, co się dzieje, i zadbać o siebie.
- Nazwij to. Jeśli zachowania się powtarzają, a ty coraz częściej wątpisz w siebie, rozważ, czy to nie jest mobbing, a nie „trudny charakter” szefa czy kolegi.
- Zapisuj. Daty, sytuacje, słowa, świadkowie, maile. Nie dla zemsty, tylko dla siebie i ewentualnie dla procedury.
- Nie zostawaj z tym sama. Zaufany kolega, bliscy, psycholog. Wsparcie to nie słabość, tylko najlepiej przebadana tarcza.
- Korzystaj z formalnych dróg. Pracodawca ma obowiązek przeciwdziałać mobbingowi, a firmy zatrudniające co najmniej dziesięć osób muszą wprowadzić procedury antymobbingowe (mają na to czas do maja 2027 roku). Możesz też zwrócić się do Państwowej Inspekcji Pracy albo do prawnika.
- Pozwól sobie odejść. Odejście z toksycznego miejsca to nie przegrana, tylko decyzja, której nikt nie powinien ci odbierać.
Na sesji coachingowej możemy wspólnie uporządkować sytuację, zastanowić się, czego potrzebujesz, i zaplanować kolejne kroki. Jeśli jednak mobbing odbija się już na twoim zdrowiu, warto sięgnąć po pomoc psychologa lub psychoterapeuty, a w sprawach prawnych po wsparcie prawnika.
Silni też mają prawo nie dać rady.


