Nie wiedzieć czemu w wielu domach to czynność zautomatyzowana. W jednej dłoni jabłko, w drugiej nożyk, który migusiem pozbawia owoc skórki. A szkoda. W niepozornej skórce jabłka jest zaskakująco dużo tego, czego nasz organizm wyjątkowo potrzebuje.
To, co poniżej przeczytasz, to argumenty, które do mnie trafiają. Przypominam sobie o nich za każdym razem, gdy kusi mnie, by obrać jabłko. Robiłam to przez lata, kiedy szykowałam dzieciom owoce do podjadania. Szczęśliwie moje dzieci to już w zasadzie młodzi dorośli, którzy – z lenistwa, braku wprawy? – nie przejęli po matce nawyku obierania owoców.
Zacznijmy więc od twardych danych, i to liczbowych, bo dobrze przemawiają do wyobraźni. Od razu zaznaczam, że te liczby są raczej orientacyjne, bo wypłynęły z jednego badania. Mam świadomość tego, że gdyby naukowcy z innego ośrodka badawczego sięgnęli po inny gatunek jabłek, liczby mogłyby być nieco inne. Dzielę się z tobą pewnym wycinkiem wiedzy.
Otóż jabłko ze skórką może dostarczać znacznie więcej niektórych składników odżywczych niż to samo jabłko po obraniu: nawet o 332 procent więcej witaminy K, 142 procent więcej witaminy A, 115 procent więcej witaminy C, 20 procent więcej wapnia i do 19 procent więcej potasu – podaje Healthline, powołując się na dane amerykańskiego Departamentu Rolnictwa (USDA). To pokazuje, że skórka nie jest tylko „opakowaniem” owocu. Oj, nie jest!
W skórce kryje się także sporo błonnika nierozpuszczalnego – tego, który wspiera pracę jelit i pomaga na dłużej zachować sytość. Do tego dochodzi pektyna, rozpuszczalna frakcja błonnika, która pomaga stabilizować poziom cukru we krwi po posiłku. Obierając jabłko, pozbywasz się więc nie tylko witamin, ale i mechanizmu, który spowalnia wchłanianie cukrów z reszty owocu.
Jest jeszcze trzeci powód, o którym mówi się rzadziej: skórka jabłka to skoncentrowane źródło polifenoli i flawonoidów – między innymi kwercetyny, związku o działaniu przeciwzapalnym i antyoksydacyjnym, badanego pod kątem wspierania układu odpornościowego i naczyń krwionośnych. Te związki gromadzą się właśnie w zewnętrznej warstwie owocu, jako naturalna ochrona rośliny przed promieniowaniem UV i szkodnikami – i to właśnie tę „zbroję” najczęściej wyrzucamy do kosza.
A co z pestycydami?
Gdybym miała się pokusić o wskazanie przyczyny – skąd bierze się nawyk obierania – powiedziałabym, że to obawa przed pestycydami. Warto znać proporcje: samo mycie jabłka pod bieżącą wodą usuwa około 41 procent pozostałości powierzchniowych, a obranie – mniej więcej dwa razy tyle. Brzmi to jak mocny argument za obieraniem, dopóki nie doda się drugiej połowy obrazu: przekroczenie dopuszczalnych norm pozostałości pestycydów zdarza się w mniej niż 4 procentach badanych próbek, a różnica w ekspozycji między jabłkiem umytym a obranym jest w praktyce na tyle mała, że dla większości osób nie ma zdrowotnego znaczenia.
Krótko mówiąc, dokładne umycie pod bieżącą wodą, najlepiej z lekkim potarciem skórki, daje niemal taki sam efekt jak obieranie, bez utraty wartości odżywczych.
Jeśli nie masz konkretnego powodu medycznego, obieranie jabłka to zwyczajnie niepotrzebna strata.
Wyjątkiem jest na przykład bardzo wrażliwy układ pokarmowy, przy którym błonnik nierozpuszczalny bywa problematyczny – wtedy obieranie ma sens. Poza tym jednak myślę, że warto sobie to uzmysłowić właśnie teraz, jesienią, kiedy trwa sezon na nasze polskie jabłka.


