Jak ja nienawidzę tego powiedzonka. Słyszałam je miliony razy i wcale się na nie nie uodporniłam, nie przestałam reagować alergią. A już na pewno nie wzięłam go sobie do serca i nie zastosowałam. Czy słusznie?
Uwielbiam ruch, działanie, energię. Gdy więc ktoś próbuje mnie spowolnić, jeżę się cała i… przyspieszam. Co mi to mówi o mnie? Ten wątek zostawię na koniec (wygodnie dla mojego dobrostanu ;‑)), a teraz przejdę do sedna tytułu tej opowieści.
„Śpiesz się powoli” to nic innego jak powiedzonko, babcina rada, by w pośpiechu nie popełnić błędu, bo „co nagle, to po diable”. Przecież pośpiech jest złym doradcą: „gdy człowiek się spieszy, diabeł się cieszy”. Czyli intencja jest dobra. Ale co to robi osobie, która taką sugestię słyszy? Czy ona rzeczywiście zwalnia tempo?
Zwykle nie. Wzięte dosłownie, to zdanie nie działa jak instrukcja, bo zawiera sprzeczność: mam się spieszyć czy zwolnić? Poza tym ktoś, komu mówi się „zwolnij”, słyszy zwykle: „robisz to źle”. A kiedy ktoś próbuje ograniczyć naszą swobodę wyboru, reagujemy oporem, prawda? Psychologowie nazywają to reaktancją, a opisał ją w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku amerykański psycholog Jack Brehm. Im mocniej ktoś nas poucza, tym bardziej chcemy zrobić po swojemu, a czasem po prostu na przekór. Pewnie każdy rodzic zna to z własnego podwórka: zaczyna się mniej więcej od drugich urodzin dziecka, w słynnym „buncie dwulatka” (zatęskniłam… bunt nastolatka i młodego dorosłego to zdecydowanie inny kaliber).
Babcina rada „śpiesz się powoli” ma za to znakomity rodowód. Rzymski historyk Swetoniusz pisze, że cesarz August często powtarzał grecką maksymę „speude bradeos” (σπεῦδε βραδέως), po łacinie festina lente, bo uważał, że pośpiech i nieroztropność nie przystoją dobremu dowódcy. Ten dowódca nie miał więc iść wolno. Miał działać szybko, ale z głową. Kilkanaście wieków później wenecki drukarz Aldus Manutius umieścił na swoich książkach znak: delfin owinięty wokół kotwicy. Zwykle odczytuje się go tak, że delfin to szybkość, a kotwica stałość. Chodzi więc o to, by łączyć szybką pracę ze starannością i ostrożnością.
(Mój mąż, historyk, gdy przeczyta ten fragment – odniesienie do zamierzchłych czasów – na pewno zaklaszcze. Tyle że on jest przecierpliwym facetem i z nadmiernym pośpiechem raczej mu nie po drodze ;‑))
Tak więc nie o samo tempo tu chodzi, tylko o to, co pośpiech robi z naszymi decyzjami. Pokazuje to słynny eksperyment Johna Darleya i Daniela Batsona z 1973 roku, nazywany badaniem „Dobrego Samarytanina”, który miał na celu sprawdzenie, co wpływa na ludzką chęć niesienia pomocy: cechy osobowości (w tym przekonania moralne i religijne) czy czynniki sytuacyjne. Sześćdziesięciu siedmiu studentów seminarium duchownego miało iść na miejsce krótkiego wystąpienia: jedni mieli mówić o przypowieści o miłosiernym Samarytaninie, drudzy o pracy dla absolwentów teologii (temat nie miał znaczenia). Po drodze mijali mężczyznę, który leżał w drzwiach, kaszlał i jęczał. Pomogło mu 63 proc. studentów, którym powiedziano, że mają jeszcze chwilę czasu, i tylko 10 proc. tych, którym powiedziano, że już są spóźnieni. Niektórzy z tych spieszących się dosłownie przechodzili nad leżącym. Pośpiech nie zrobił z nich gorszych ludzi, ale w tej sytuacji zmienił to, co zrobili.
I tu wracam do siebie. Czy więc słusznie nie stosuję się do tej rady? W dosłownym sensie tak, bo nie ma sensu zwalniać na rozkaz. W sensie pierwotnym – wcale nie, bo ta rada nigdy nie kazała iść wolno. Ruch, działanie i energia to moja siła, pod warunkiem, że nie pędzę bez celu i nie przegapiam po drodze rzeczy ważnych, czyli pędzę z dużą uważnością. A mój opór wobec „śpiesz się powoli”? Wygląda na to, że mam reaktancję w wersji podręcznikowej. Choć podobno nigdy w dzieciństwie i nastolatkowaniu nie przeszłam okresu buntu, tak przynajmniej mówią „osoby zainteresowane” ;‑)
Zamiast „zwolnij” wolę pytania, które dają wybór: dokąd tak naprawdę biegnę? Czy robię to z przyzwyczajenia? Czy ten pośpiech mi służy?
Zrobię prosty eksperyment: przed następnym zadaniem zatrzymam się na jeden oddech i zdecyduję, w jakim tempie je wykonam. Nikt mi tego tempa nie narzuca, wybieram je sama.


