Oto jedno z najlepszych wspomnień wakacji (lato 2024) uwiecznione na zdjęciu zrobionym przez przyjaciół jadących przed nami. Droga przez Park Narodowy Durmitor w Czarnogórze, z Žabljaka do Plužine. Malownicza i piękna. Wąska, kręta i taka, na której nie da się jechać z głową zajętą czymś innym. Trzeba być czujnym jak ważka. Chłonąć widoki i maksymalnie obserwować samą drogę. Miałam to szczęście, że byłam pasażerem, więc głównie robiłam to pierwsze ;‑)
Mój mąż jest genialnym kierowcą i to on wówczas prowadził. Nie zawłaszczył jednak całej zabawy dla siebie – dzielił się kierownicą także z naszym synem (jeśli istnieje gen wyśmienitego kierowcy – odziedziczył go!). Byłam więc jako pasażerka zaopiekowana. Ale i tak nie brakowało mi emocji, gdy zbliżaliśmy się do każdego zakrętu. Przecież ktoś mógł jechać z naprzeciwka – czy i kto okazywało się dopiero wtedy, gdy się pojawił. Właśnie dlatego nie odklejałam wzroku od drogi.
Na autostradzie jest inaczej. Prosta, równa, przewidywalna – już same te epitety wprowadzają atmosferę nudy, prawda? Kierowcy znają zjawisko, które nazywa się „hipnozą autostradową”: dojeżdżasz do celu i zupełnie nie pamiętasz drogi. To samo zdarza się nam poza samochodem. Ile razy wracałaś/wracałeś z pracy tak, że nie pamiętasz ani jednego kroku? Ciało dotarło, głowa została gdzie indziej.
Zakręt robi więc robotę?
Krótko mówiąc: zmusza do obecności. Nie widzisz dalej niż do następnego zakrętu, więc patrzysz na to, co jest teraz: na drogę, na zbocze obok. I okazuje się, że to wystarcza, żeby mknąć dalej. Nie musisz widzieć całej trasy, żeby ruszyć. Wiele osób, z którymi pracuję na sesjach coachingowych, czeka z decyzją, aż zobaczy wszystko od początku do końca. Droga widokowa uczy czegoś innego: widzisz kawałek, jedziesz, widzisz kolejny.
Chcesz wyjść z funkcji autopilota? Spróbuj!
- Zmień jedną trasę. Raz w tygodniu idź albo jedź do pracy, do sklepu czy po dziecko do szkoły inną drogą niż zwykle. Zobaczysz rzeczy, których od lat nie zauważałaś/nie zauważałeś.
- Przynajmniej pierwsze pięć minut bez nawigacji i bez słuchawek. Bez podcastu, radia i telefonu. Tylko ty i droga. Nużąco i monotonnie? Niekoniecznie. To może być najlepszy moment dnia na własne myśli.
- Zatrzymaj się tam, gdzie coś cię zatrzyma. Raz dziennie zrób sześćdziesiąt sekund przerwy bez telefonu: na ławce, przy oknie, na schodach. Nie po to, żeby medytować, tylko żeby zobaczyć, że jesteś w danej sytuacji.
- Nazwij trzy rzeczy, które mijasz codziennie i nigdy nie zauważyłaś/nie zauważyłeś. Na przykład kolory drzwi bądź wzory wycieraczek sąsiadów na twojej klatce (tak, naprawdę możesz tego nie znać ;‑)).
- Zadaj sobie jedno pytanie: „Gdzie w moim życiu jadę autostradą, choć mogłabym/mógłbym wybrać krętą drogę?”. Praca, związek, sposób spędzania weekendów? Nie musisz od razu nic zmieniać, wystarczy zastanowić się nad tym i odpowiedzieć uczciwie, a następnie pozwolić sobie na bardziej świadome działanie.
Autostrada nie jest zła
Gwoli ścisłości – nie mam nic do autostrad. Co więcej, ratuje ona dobrostan (i dobre relacje) całej ekipy samochodu, gdy podróż rozwleka się w czasie i każdy zaczyna mieć wszystkiego dość. Jest wręcz błogosławieństwem, kiedy na tylnym siedzeniu jedzie dziecko powtarzające jak katarynka pytanie: „daleko jeszcze?”. Tak, autostrada to często dar losu. Problem pojawia się wtedy, gdy nią jedziesz nie dlatego, że wybrałaś/wybrałeś, tylko dlatego, że zawsze tak jeździsz. Tak sobie myślę, że autopilot jest wygodny, dopóki to ty decydujesz, kiedy go włączasz. I zostawiam cię z tą myślą, byś pojechała/pojechał z nią dalej…
Jeśli czujesz, że od dawna jedziesz tą samą trasą i nie bardzo wiesz, dokąd ona prowadzi, porozmawiajmy. Razem sprawdzimy, co po drodze warto zobaczyć na nowo, a gdzie naprawdę chcesz skręcić.


