Kiedy jedziemy nad morze, zawsze zadaję sobie pytanie, czy plaża będzie piaszczysta, czy kamienista. I zwykle dopowiadam sobie: „o nie, piasek będzie gorący” albo „nie znoszę kamieni, które ranią stopy”. Niezmiennie czuję jakieś niezadowolenie, które skutkuje tym, że jedną z pierwszych rzeczy, które lądują w walizce, są tzw. buty do wody. A gdybym tak kiedyś o nich zapomniała?

Przyjrzyjmy się tym razem tylko chodzeniu gołą stopą po kamieniach.

Okazuje się, że ta niewygodna plaża to prawdziwa siłownia. Na równym chodniku stopa pracuje niemal na autopilocie. Na kamieniach każdy krok jest inny: kamyk ustępuje, przechyla się, trzeba w ułamku sekundy wyczuć, jak oprzeć stopę, i ustabilizować kostkę, kolano i biodro. Pracują więc nie tylko duże mięśnie, ale też te małe i głębokie, które na co dzień mają niewiele okazji do ruchu.

Naukowcy sprawdzali to na różne sposoby. Na bieżni z nierównymi blokami energia potrzebna do chodzenia wzrosła o około 28 proc. w porównaniu z równą powierzchnią, a mięśnie ud pracowały nawet o 60 proc. intensywniej (badanie Voloshiny i współpracowników, „Journal of Experimental Biology”, 2013). W badaniu z Oregon Research Institute osoby po sześćdziesiątce chodziły po matach imitujących kamienistą ścieżkę. Po kilkunastu tygodniach miały lepszą równowagę i sprawność, a także niższe ciśnienie niż grupa, która chodziła po zwykłej drodze („Journal of the American Geriatrics Society”, 2005).

A co z samymi stopami? We Włoszech zmierzono aktywność mięśni u dwudziestu trzech osób, które przez trzy minuty szły boso po bardzo nierównej powierzchni. Wzrosła wtedy praca mięśnia wielodzielnego, czyli głębokiego mięśnia, który stabilizuje kręgosłup (Biscarini i współpracownicy, „Biomimetics”, 2024). Jest też druga strona: chodzenie boso po tak twardym podłożu uczestnicy ocenili jako bardzo bolesne, a cienkie, elastyczne buty dały równie dobrą, a w niektórych pomiarach nawet lepszą poprawę stabilności przy znacznie mniejszym bólu. Może więc moje buty do wody nie są takim złym pomysłem?

Jedno jest pewne: kamienista plaża nie musi być karą. Wystarczy zacząć od kilku minut, iść wolno i patrzeć pod nogi.

A następnym razem, zamiast narzekać na kamienie, spróbuję traktować je jak siłownię z widokiem na morze.