„Żaglówka, daleki widok, samotne jesienne spacery, względny spokój – to jest raj”. Tak jesienią 1929 roku Albert Einstein pisał do siostry o swoim nowym domu w Caputh pod Poczdamem. Przeczytaj to zdanie jeszcze raz i zatrzymaj się na dwóch słowach: „względny spokój”. Nawet w raju nie było całkowitej ciszy. A mimo to Einstein nazwał to miejsce rajem. Co więc sprawiło, że nim było?

Na pięćdziesiąte urodziny uczonego Berlin postanowił podarować mu dom z działką nad jeziorem. Wyszła z tego polityczna awantura, a przez prasę przetoczyła się burzliwa dyskusja. Einstein podziękował i zrezygnował. Razem z żoną Elsą kupił działkę w Caputh i za własne pieniądze zbudował drewniany dom według projektu Konrada Wachsmanna. Na urodziny dostał też małą żaglówkę „Tümmler” (po polsku: morświn). Co ciekawe, Einstein nie umiał pływać, a żeglował z upodobaniem. Chciał wtedy uciec od rozgłosu, krytyki w mediach, wizyt gości i hołdów. Siedząc przy biurku w swoim pokoju, miał widok na miejscowość Caputh i jeziora Haweli.

Dom był skromny, a mimo to stanowił „raj”. Na ten raj składało się kilka prostych rzeczy. Przede wszystkim był oddalony od zgiełku. Zapewniał Einsteinowi życie we własnym tempie i według własnego planu. Fizyk spacerował tam, żeglował, przesiadywał przy oknie, by obserwować okolicę. Ale też pracował, tyle że w bezpiecznej przestrzeni, bez presji innych.

Wróćmy do cytatu z listu Einsteina, bo jest zadziwiająco dobrym opisem tego, czego potrzebujemy, żeby zmieniać swoje życie. Zacznijmy od żaglówki. Na łódce trzymasz ster, ustawiasz żagle, wybierasz kurs. Ale nie decydujesz o wietrze. Można się starać, można się złościć, ale wiatr wieje, jak wieje. Sztuka żeglowania polega na tym, żeby z wiatrem współpracować, a nie z nim walczyć. I tutaj mam pewne skojarzenie, widzę pewne podobieństwo do sesji coachingowej. Sterem jesteś ty. Ja mogę zauważyć, że wiatr się zmienia, zapytać, dokąd właściwie chcesz dopłynąć, i dopilnować, żebyś nie zmieniała/zmieniał kursu pod wpływem czyjegoś krzyku z brzegu. Ale łódką kieruje ten, kto na niej stoi, prawda?

Potem jest daleki widok. Z biurka Einsteina widać było jeziora i okolicę, czyli to, co w codzienności zwykle znika za horyzontem. Gdy tkwimy w obowiązkach albo w tej samej kłótni rozpamiętywanej po raz setny, patrzymy na bruk pod nogami i nie widzimy trasy. Rolą coacha jest po części pozwolić ci spojrzeć dalej. Obecność tu i teraz, o której pisałam w tekście o widokowej drodze przez Durmitor, jest równie ważna: widzisz kawałek, jedziesz, widzisz kolejny. Ale co jakiś czas warto stanąć i rozejrzeć się po całej dolinie.

O samotnych spacerach myślę, że nie mają nic wspólnego z samotnością w smutnym sensie. To czas, w którym głowa porządkuje to, co się w niej nagromadziło. Sesja daje impuls, ale praca (czyli myślenie) dzieje się potem: w tramwaju, pod prysznicem, podczas kolacji. Dlatego dobra sesja nie kończy się listą zadań do odhaczenia, tylko pytaniem, z którym możesz iść dalej.

I wreszcie względny spokój, najbardziej niedoceniany element tej układanki. W tym samym liście Einstein przyznaje, że budowa domu nadwyrężyła jego finanse. Budowa raju niosła ze sobą problemy, ale… można było się z nimi mierzyć w spokoju. To samo mówię osobom, które przychodzą do mnie w przekonaniu, że najpierw muszą uporządkować życie, a dopiero potem zająć się sobą. Idealnych warunków raczej nigdy nie będzie. Po to właśnie jest oaza: żeby w niej pomyśleć, zanim świat się uspokoi. Jedno nie wyklucza drugiego.

A co ten dom ma wspólnego z coachingiem?

Wiele, bo tak właśnie rozumiem swoją pracę. Zanim zaczniemy rozmawiać o czymkolwiek, tworzę dla ciebie taką oazę. Składa się z kilku elementów, bardzo podobnych do tych z Caputh:

  1. Poufność. To, co powiesz na sesji, zostaje na sesji.
  2. Ciekawość zamiast oceny. Nie oceniam tego, co mówisz, ani tego, co czujesz. Dla zmiany to bardzo ważne, bo trudno zrobić prawdziwy krok w sprawie, o której nie odważyłaś/nie odważyłeś się powiedzieć na głos.
  3. Twoje tempo i twój temat. To ty decydujesz, o czym rozmawiamy i jak głęboko. Ja pytam, przecież nie wiem lepiej.
  4. Względny spokój. Bezpiecznie nie znaczy „miło za wszelką cenę”. Czasem zadam pytanie, które niewygodnie dotyka sedna. Oaza nie oznacza braku pracy, tylko miejsce, w którym tę pracę możesz bezpiecznie wykonać.
  5. Uczciwe granice zawodu. Coaching nie jest terapią. Jeśli zobaczę, że potrzebujesz innego wsparcia, powiem ci to wprost.

Moje spotkania odbywają się online, więc to ty wybierasz swoje Caputh: pokój, fotel, kubek herbaty, okno zamiast widoku na ścianę. Ja jestem gościem, którego zapraszasz do swojego domu. Gospodarzem zostajesz ty.

PS Raj w Caputh trwał krótko. Po dojściu nazistów do władzy w 1933 roku Einsteinowie nie wrócili z podróży do USA. Dom jednak przetrwał i dziś jest otwarty dla gości jako miejsce spotkań i rozmów.

Jeśli potrzebujesz miejsca, w którym możesz zdjąć zbroję i pomyśleć na głos, porozmawiajmy.

Umów konsultację