Zabierałam się do tekstu jak pies do jeża. Nie lubię tego tematu, jakoś go nie czuję. Moja córka nigdy nie miała fazy na różowe, a barbie wraz z akcesoriami, którą dostała ode mnie w prezencie, niemal od razu oddała kuzynce (równolatce) i wcale nie chciała jej odzyskać. Za to syn lepiej sprawdzał się w gotowaniu przy dziecięcej kuchence niż w ustawianiu żołnierzyków do boju i symulowaniu walk. Cóż więc ja mogę na ten temat powiedzieć?
Spróbuję.
„Babki robią tylko dziewczyny!” – słyszałam od małych delikwentów, którzy bawili się w piaskownicy z moim synem (o, tu również młody świetnie realizował się w robieniu babek, obok przeuroczych dziewczynek). „Tylko chłopcy mogą się tu ukrywać” – krzyczeli młodzi wojownicy, gdy moja drobniutka i malusia kilkuletnia córka dołączała do zabawy i szybko wcielała się w rolę „herszta bandy”. Te zdania nie były przypadkowe. Były wygłaszane dziecięcym głosikiem z pełnym (dorosłym?) przekonaniem. Skąd te bąble to wiedziały? Ktoś im w domu, przedszkolu, na podwórku… wykładał teorię płci?
Psycholodzy spróbowali to ustalić.
Mali detektywi. Psycholożki Carol Lynn Martin i Diane Ruble opisują dzieci jako aktywnych poszukiwaczy wskazówek. W psychologii mówi się o nich wręcz: detektywi płci. Maluch nie czeka, aż ktoś mu wytłumaczy, kim jest i co mu wypada. Sam obserwuje, kto co robi, kto z kim się bawi, kto czym się różni. Z tych obserwacji szybko buduje własne reguły. Mniej więcej między drugim a trzecim rokiem życia (tak, tak, już wtedy) zaczyna nazywać ludzi dziewczynkami i chłopcami i przyswajać, co do kogo „pasuje”.
Płeć? To kwestia fryzury. Tak przynajmniej uważa wielu przedszkolaków. Przez pierwsze lata dzieci wcale nie są pewne, że płeć jest na stałe. Psycholodzy nazywają tę wiedzę stałością płci i wiedzą, że przychodzi stopniowo, zwykle między piątym a siódmym rokiem życia. Wcześniej wystarczy sukienka, kucyk albo lalka w ręku, by w oczach malucha chłopiec „zamienił się” w dziewczynkę. Psycholożka Sandra Bem sprawdziła, od czego to zależy. Pokazywała trzy-, cztero- i pięciolatkom zdjęcia małych dzieci, najpierw bez ubrania, a potem przebranych w ubrania i fryzury typowe dla płci przeciwnej. Wiele maluchów dawało się nabrać na przebranie. Nie dawały się te, które wiedziały, czym różni się budowa ciała dziewczynki i chłopca. Dla nich spódniczka była tylko spódniczką, a nie dowodem płci. Wniosek dla rodziców jest prosty: nazywanie części ciała po imieniu to nie wstydliwa fanaberia. To konkretna wiedza, dzięki której dziecko lepiej rozumie siebie i innych.
Tata z długimi włosami. Tu wkraczamy na grunt mojego domu. Mój mąż, tata naszej dwójki, przez całe lata nosił długie włosy, a ja raczej miewałam krótsze. Kiedy nasza córka była w przedszkolu, narysowała nas oboje. Po lewej stoi TATA z długimi brązowymi włosami, w zielonej bluzie, wśród drzew. Po prawej MAMA, z krótką fryzurą, w niebieskiej sukience, na łące z kwiatami. Dziecko narysowało po prostu to, co widziało na co dzień. Długie włosy taty nie były dla niej niczym dziwnym, bo tak wyglądał jej tata. I tu ciekawostka – sukienkę mamie dorysowała, choć na co dzień wcale nie chodziłam w sukienkach. Szablony i własne obserwacje mieszały się w jednym rysunku. Tak właśnie wygląda dziecięce dochodzenie w sprawie płci.
Mały policjant stereotypów. Bywa, że pięcio- czy sześciolatek pilnuje „zasad” surowiej niż niejeden dorosły. Kolega z różową bluzą zostaje wyśmiany, a siostra nie może grać w piłkę, „bo to dla chłopaków”. To tylko etap. W badaniu, w którym te same dzieci co roku, od piątego do dziesiątego roku życia, pytano o to, co „wypada” dziewczynkom i chłopcom, okazało się, że okres sztywnych przekonań jest krótki. Gdy dziecko ma już ugruntowaną wiedzę o płci, jego poglądy stają się bardziej elastyczne. Mniej więcej od siódmego, ósmego roku życia dzieci coraz chętniej uznają, że zabawy i zajęcia mogą być dla wszystkich.
Najważniejsza lekcja odbywa się w domu. Dzieci uważnie patrzą, kto gotuje, kto naprawia kran, kto pociesza, kto płacze, kto przeprasza po kłótni. Z tego układają sobie obraz kobiety i mężczyzny, i tego, co między nimi „normalne”. Ten obraz idzie z nimi w dorosłość. Niejeden sztywny scenariusz dorosłych może mieć korzenie właśnie w przedszkolnych regułach.
Co może zrobić rodzic? Zamiast „dziewczynki tak nie robią” zapytać: „A kto tak powiedział? Co ty o tym myślisz?”. Pokazywać różne wzorce: tata, który gotuje i przytula, mama, która wierci dziury w ścianie i podejmuje ważne decyzje. Nie walczyć z różowym ani z samochodzikami, tylko dawać wybór. Dziecko, które samo wybiera, uczy się, że wolno mu chcieć różnych rzeczy. I nie panikować, gdy przedszkolak staje się na chwilę policjantem stereotypów. To minie szybciej, niż myślisz, zwłaszcza jeśli dziecko widzi w domu, że świat jest szerszy niż jego reguły.


