Pomysł chodzi za tobą od tygodni. Coś przeczytałaś albo przeczytałeś, coś cię zaciekawiło, coś przyśniło się w wersji, której nie opowiesz przy śniadaniu. Słowa są już na końcu języka. I wtedy pojawia się ta myśl: „A jeśli uzna, że to dziwne? Że mu ze mną nudno? Że coś jest ze mną nie tak?”. Słowa wracają tam, skąd przyszły.
Ciekawość i ostrożność chodzą parami. To, że chcemy czegoś nowego i jednocześnie się tego boimy, nie świadczy o niezdecydowaniu. To normalna mieszanka. Seks jest jedną z najbardziej odsłaniających sfer życia, a pokazanie komuś swojej ciekawości to trochę jak wychylenie się z bezpiecznej kryjówki. Nic dziwnego, że najpierw sprawdzamy teren.
Warto się wychylić. Przegląd 93 badań, w których wzięło udział prawie 40 tysięcy osób w związkach, pokazał, że pary, które rozmawiają o seksie, są bardziej zadowolone i z seksu, i ze związku. Najciekawsze jest jednak to, co ważyło najbardziej. Nie częstotliwość rozmów, tylko ich jakość. Nie trzeba więc gadać o seksie codziennie. Wystarczy rozmawiać dobrze. O tym, że nowe wspólne doświadczenia potrafią odświeżyć pożądanie, pisałam w tekście Wakacyjny miesiąc miodowy, a o tym, dlaczego wspólna zabawa jest sexy, w tekście Para, która się bawi.
Wybierz dobry moment. Najgorszy czas na taką rozmowę to środek seksu, chwila tuż po nim i kłótnia. Lepszy jest spacer, wspólne gotowanie albo jazda samochodem. Siedzicie obok siebie, nie naprzeciw, nie musicie patrzeć sobie prosto w oczy, a to wielu osobom pomaga mówić swobodniej.
Zacznij od tego, co dobre. „Lubię, kiedy…” otwiera drzwi łatwiej niż „Brakuje mi…”. Nowy pomysł nie musi brzmieć jak reklamacja. Może brzmieć jak zaproszenie: „Ciekawi mnie… Co ty na to?”. Ciekawość jest zaraźliwa, a pretensja zamyka.
Lista „tak / nie / może”. To proste narzędzie, które seksuolodzy lubią polecać parom. Każde z was osobno, w spokoju, wypisuje różne rzeczy, które można robić w łóżku i wokół niego, i przy każdej zaznacza: tak, nie albo może. Potem porównujecie listy, ale rozmawiacie tylko o tym, co się pokrywa. Wspólne „tak” to zielone światło. „Może” to temat do ostrożnego sprawdzenia. A „nie” zostaje bez komentarza i bez dopytywania „ale dlaczego?”. Dzięki temu nikt nie musi się bronić ani tłumaczyć.
„Może” to małe kroki. Nowości nie trzeba wdrażać w całości od razu. Można spróbować kawałka, umówić się, że w każdej chwili wolno przerwać, i potem porozmawiać, jak było. Czasem po pierwszym kroku „może” zamienia się w „tak”. Czasem w „nie, jednak nie”. Jedno i drugie jest w porządku.
„Nie” to nie odrzucenie. Kiedy partner mówi „nie”, odmawia pomysłowi, a nie tobie. Zamiast obrażać się, możesz podziękować za szczerość. To naprawdę wiele daje, bo następnym razem łatwiej będzie powiedzieć „tak” albo „może”. I działa to w obie strony.
Fantazja to nie plan. Nie każda fantazja musi zostać zrealizowana. Niektóre są piękne właśnie dlatego, że zostają w głowie. Samo opowiedzenie o nich bywa bliskością, której wcześniej między wami nie było.
Na początek nie musisz wychodzić z ukrycia w całości. Wystarczy się wychylić. Ciekawość zrobi resztę.


