Ten kubek pochodzi z „polowania w lumpeksach”. Zaintrygował mnie napis: „Ich dien”. Niegdyś niby uczyłam się języka niemieckiego, i to przez cztery lata w liceum, ale nic a nic nie pamiętam z tamtych lekcji. A już na pewno nie pamiętam, żebym spotkała się z czasownikiem „dien”, bo że „ich” to „ja” – wiedziałam. Czyli „ich dien” to „ja…”
…„służę”. Trudno o skromniejsze motto dla kogoś, kto czeka na koronę. A jeszcze ciekawsze jest to, że następcy brytyjskiego tronu od wieków mówią to… po niemiecku. „Ich dien” to średniowieczna niemczyzna, dziś napisalibyśmy „ich diene”.
Przyjrzyjmy się bliżej (czytaj: pogooglajmy skrupulatniej) temu mottu.
Motto widnieje na wstędze pod odznaką księcia Walii, czyli trzema strusimi piórami wyrastającymi z korony. Znak ten pojawia się w królewskiej heraldyce od XIV wieku, od czasów Edwarda, zwanego Czarnym Księciem.
Jesteśmy na progu opowieści jak z rycerskiej ballady. W 1346 roku pod Crécy we Francji Anglicy rozbili armię francuską. Po stronie Francuzów walczył i poległ ślepy król Czech, Jan Luksemburski. Według legendy młody Edward zabrał z jego hełmu pióra, a razem z nimi przejął motto. To pamiątka po dzielnym przeciwniku. Piękna historia.
Szkoda tylko, że historycy kręcą nosem. Najstarsza spisana wersja tej opowieści pochodzi dopiero z 1376 roku, roku śmierci Czarnego Księcia, a dowodów, że Jan używał takiego godła czy motta, brak. Bardziej prawdopodobne, że Edward odziedziczył pióra po matce, Filipie z Hainaut, a samo motto mogło mieć związek z językiem Niderlandów, skąd pochodziła. Oficjalna strona brytyjskiej rodziny królewskiej wciąż jednak przywołuje Crécy. Legenda trzyma się mocno.
Są też Walijczycy. „Ich dien” brzmi podobnie jak walijskie „Eich dyn”, czyli „wasz człowiek”. W XIX wieku gazety próbowały je tak tłumaczyć, bo jak pięknie by to pasowało do księcia Walii! Niestety, i na to nie ma dowodów.


