Zdarzyło ci się wsiąść na rower po wielu latach przerwy? Najpierw lekka niepewność, kierownica chwieje się na boki, ale już chwilę potem… jedziesz. Ciało pamięta, choć głowa by się tego nie spodziewała. Nie bez powodu mówimy „to jak jazda na rowerze”, kiedy chcemy powiedzieć, że czegoś się nie zapomina. Za tym powiedzeniem kryje się fascynująca historia o tym, jak działa nasz mózg. I o tym, co możemy z tą wiedzą zrobić dla swojego zdrowia.

Dwie szuflady pamięci

W uproszczeniu nasz mózg przechowuje wspomnienia w dwóch różnych „szufladach”. W jednej trzyma fakty i zdarzenia: jak ma na imię sąsiadka, gdzie leżą klucze, co jedliśmy wczoraj na obiad. To pamięć, którą łatwo przywołać słowami, ale też łatwo zgubić. W drugiej trzyma umiejętności: jak zawiązać sznurówki, pisać na klawiaturze, pływać czy właśnie jeździć na rowerze. To pamięć proceduralna, czyli pamięć „jak”, a nie „co”.

Ta druga szuflada mieści się w innych częściach mózgu, głównie w móżdżku i w jądrach podstawy, głęboko pod korą. Umiejętności zapisują się tam powoli, przez setki powtórzeń (pamiętasz te obtarte kolana?), za to na bardzo długo. Nie musisz myśleć, jak utrzymać równowagę. Ciało robi to samo.

Człowiek, który nie pamiętał, a umiał

Najsłynniejszym dowodem na istnienie tych dwóch szuflad jest historia Henry’ego Molaisona, znanego w podręcznikach jako pacjent H.M. W latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku, po operacji mózgu, stracił zdolność zapamiętywania nowych faktów. Każdą rozmowę zapominał po kilku minutach. Jego pamięć ciągle się resetowała.

Kanadyjska neuropsycholożka Brenda Milner zaproponowała mu zadanie: rysowanie gwiazdy, gdy widzi się własną rękę tylko w lustrze. To naprawdę trudne, spróbuj kiedyś! Henry ćwiczył kilka dni z rzędu i za każdym razem był przekonany, że robi to pierwszy raz. A jednak z dnia na dzień rysował coraz lepiej. Nie pamiętał, że się uczył, ale jego ręka pamiętała. Pamięć o faktach zniknęła, a pamięć umiejętności działała bez zarzutu.

A jednak rower można „zapomnieć”

Tu robi się naprawdę ciekawie. Amerykański inżynier Destin Sandlin, autor popularnonaukowego kanału w internecie, dostał kiedyś od kolegów rower z odwróconą kierownicą: skręcasz w lewo, a koło jedzie w prawo. Wydawało się, że to drobiazg. Nauka jazdy na nim zajęła mu jednak… osiem miesięcy codziennych ćwiczeń. Jego mózg musiał przecież nadpisać głęboko zakorzenioną pamięć ruchową, którą wykształcił w dzieciństwie. A kiedy w końcu mu się udało, przez chwilę nie potrafił jechać na zwykłym rowerze!

Wniosek? Umiejętności wryte w mózg są niezwykle trwałe. Dlatego tak trudno zmienić stare nawyki, ale z tego samego powodu nowe, dobre nawyki, gdy już się zakorzenią, zostają z nami na długo. Mózg jest plastyczny w każdym wieku. Potrzebuje tylko czasu i powtórzeń.

Rower, który leczy

Na koniec historia, która mnie poruszyła. W 2010 roku prestiżowe czasopismo medyczne „New England Journal of Medicine” opublikowało nagranie holenderskich neurologów. Mężczyzna z zaawansowaną chorobą Parkinsona ledwo mógł chodzić: jego nogi co kilka kroków „zamarzały”, stawały w miejscu jak przyklejone. A potem wsiadał na rower i jechał płynnie, pewnie, jak zdrowy człowiek. Rytmiczny, powtarzalny ruch pedałowania uruchamiał w mózgu inne ścieżki niż chodzenie. Od tamtej pory rower na stałe wszedł do rehabilitacji osób z parkinsonem.

Rower chroni też tych, którzy są zdrowi. Naukowcy z Uniwersytetu w Glasgow przez pięć lat obserwowali ponad 260 tysięcy Brytyjczyków. U osób, które dojeżdżały do pracy rowerem, ryzyko przedwczesnej śmierci było o 41 procent niższe, ryzyko nowotworów o 45 procent, a chorób serca o 46 procent niż u tych, którzy jeździli samochodem lub komunikacją. To badanie obserwacyjne, więc nie dowodzi, że sam rower „leczy”. Trudno jednak nie zwrócić uwagi na tak wyraźną różnicę.

Ciało pamięta to, czego głowa dawno zapomniała. Warto dać mu powód, by pamiętało rzeczy dobre.

Co z tego dla ciebie?

Jeśli chcesz porozmawiać o tym, jak wprowadzić więcej ruchu i dobrych nawyków do swojej codzienności, zróbmy to razem.

Umów konsultację