Wyobraź sobie parę po ośmiu latach związku. On wraca z pracy zmęczony, ona cały dzień spędziła z dziećmi. Wieczorem pada pytanie, właściwie nie pytanie, tylko ciche wyczekiwanie: „dzisiaj coś będzie?”. Ona się zgadza. Nie dlatego, że ma ochotę, tylko dlatego, że wie, iż tak po prostu powinni być. Czuje, że odmowa mogłaby oznaczać chłodny poranek, złośliwą uwagę przy śniadaniu albo nawet kilka dni demonstracyjnego milczenia. Woli tego uniknąć. A jaka jest perspektywa jego? On przecież nie mówi wprost „daj mi seks, to będę milszy”. Ale doskonale zna tę wymianę korzyści. Zresztą oboje ją znają. Nigdy jej nie nazwali, bo nie muszą, skoro tak w ich związku to działa. Nikt nie zgłasza sprzeciwu, życie małżeńskie toczy się dalej.

To właśnie mam na myśli, mówiąc, że seks bywa walutą.

I od razu uszczegóławiam, by nie było niedopowiedzeń. Seks-waluta to nie jest prostytucja w związku. To subtelna – niekiedy nawet nieuświadomiona – wymiana: „dam ci bliskość, żebyś przestał się dąsać”, „zgodzę się, żeby mieć spokój” albo „skoro nie zrobiłeś tego, o co prosiłam, dzisiaj nic z tego”, „odmówię, żeby cię ukarać za to, że zapomniałeś o rocznicy” (bo walutą może być zarówno „dam”, jak i „odbiorę”). W tych scenariuszach seks przestaje być wyłącznie wyrazem pożądania. Staje się także sposobem regulowania relacji – uzyskiwania czegoś od partnera albo unikania jego reakcji.

Dlaczego to takie kuszące? Bo działa szybko. Seks jako waluta daje natychmiastowy efekt – uspokaja konflikt, kupuje dobry nastrój partnera, zastępuje kłótnię. Problem w tym, że każda taka transakcja zostawia ślad. Ciało zaczyna kojarzyć bliskość nie z przyjemnością, tylko z obowiązkiem albo z narzędziem negocjacji. Pożądanie, które bywa papierkiem lakmusowym związku, wygasa.

Słyszałam to podczas rozmów z osobami, z którymi pracowałam. Tyle że nie od razu. Startowaliśmy od pytania: „dlaczego nie mam już ochoty na seks z partnerem”, a po kilku sesjach okazywało się, że seks od dawna nie był wyrazem pragnienia, tylko formą „opłaty” za spokój, uwagę albo poczucie bezpieczeństwa. Kiedy zostało to nazwane wprost, pojawiała się ulga, że to „nie ze mną coś jest nie tak”, lecz „w naszym układzie coś przestało działać”.

Jak rozpoznać, że w związku seks zaczął pełnić funkcję waluty?

Warto zwrócić uwagę na kilka sygnałów.

Ale, ale… to nie oznacza, że każdy kompromis w łóżku jest czymś złym. Brak początkowej ochoty nie musi oznaczać, że seks będzie niechciany albo nieprzyjemny. W bliskiej relacji możemy czasem zdecydować się na seks dlatego, że chcemy być blisko, sprawić partnerowi przyjemność albo jesteśmy ciekawi, dokąd zaprowadzi nas wspólne doświadczenie.

Kluczowe jest to, dlaczego mówimy „tak” i czy w każdej chwili możemy powiedzieć „nie”. Czy robimy to z otwartości na to, co przyjdzie (zwykle przychodzi i finał przynosi duże zadowolenie obu stronom), czy jednak ze strachu. Czy mamy realny wybór, żeby powiedzieć „nie”, czy tylko iluzję wyboru.

Wyjściem z tego układu może być szczera rozmowa o bezpieczeństwie w związku. O tym, co się dzieje, kiedy ktoś mówi „nie” – czy zostaje to przyjęte ze zrozumieniem, czy może karane. Dopiero kiedy odmowa nie pociąga za sobą presji ani lęku przed konsekwencjami, zgoda staje się rzeczywiście wolnym wyborem.

PS Nie byłabym sobą, gdybym nie dodała jeszcze tego, co w zasadzie powinnam napisać na początku ;‑) W literaturze naukowej znajdziemy pojęcia takie jak sexual compliance – podejmowanie aktywności seksualnej mimo braku własnej ochoty – oraz sexual coercion, czyli przymus seksualny, obejmujący m.in. różne formy nacisku, presji czy manipulacji prowadzące do podjęcia aktywności seksualnej wbrew własnej woli.

Z kolei określenie sex as social currency – „seks jako waluta społeczna” – opisuje sytuacje, w których seks może być traktowany jako środek uzyskiwania określonych korzyści, wpływania na relację czy osiągania pożądanych rezultatów. W zależności od kontekstu może być to bliskie pojęciu transactional sex – seksu transakcyjnego, czyli sytuacji, w której seks jest powiązany z oczekiwaniem uzyskania pieniędzy, dóbr materialnych, usług lub innych korzyści.

Te zjawiska mogą się na siebie nakładać, ale nie są tym samym. Seks podejmowany mimo braku ochoty nie musi być transakcją, a seks transakcyjny nie musi wiązać się z przymusem.

Mam nadzieję, że nie zagmatwałam. Jeśli masz pytania, napisz do mnie.

A jeśli rozpoznajesz ten wzorzec w swoim związku i chcesz mu się przyjrzeć bliżej – porozmawiajmy o tym na spokojnie, w gabinecie.

Umów konsultację