Wyobraź sobie parę: Sabinę i Romka. To postacie wymyślone, ale sytuacja może być ci znajoma. Są razem od kilku lat. Lubią się, sporo rozmawiają, śmieją się z tych samych rzeczy. Od niedawna w sypialni jest jednak nad wyraz spokojnie. Sabina mówi: „Nie mam ochoty. Chyba ze mną jest coś nie tak”. Romek wówczas słyszy: „Już mnie nie pociągasz” i odpuszcza. Oboje czekają na tego samego Godota, czyli pożądanie.
Pewnej soboty idą na długi spacer. Wracają późno, przemarznięci i rozgadani. Romek robi herbatę, Sabina łapie go za rękę, żeby ogrzać palce, i nagle, po raz pierwszy od dawna, ma ochotę na więcej.
Co tu się odjaniepawliło? Klasyka gatunku, można by powiedzieć, sięgając po model badaczki Rosemary Basson. Zakłada ona, że pożądanie nie musi być początkiem seksu. W artykule z 2002 roku (opublikowanym w „Journal of Sex & Marital Therapy”) pisze o kobiecej reakcji seksualnej jako o cyklu opartym na bliskości: chęć kontynuowania zbliżenia pojawia się często dopiero po pobudzeniu, a na początku motywacją bywa potrzeba bliskości z drugą osobą. Spontaniczne pożądanie nie jest w tym modelu punktem wyjścia, tylko dodatkiem do całego cyklu. Można to nazwać pożądaniem reaktywnym.
Na to, że takie doświadczenie nie jest rzadkie, wskazuje badanie 174 kobiet w wieku 18–55 lat, opublikowane w 2016 roku w „Archives of Sexual Behavior”. Pytano w nim, który model reakcji seksualnej najlepiej opisuje ich doświadczenia. Najwięcej, 40,8 proc., wybrało model mieszany, w którym pożądanie bywa raz spontaniczne, a raz budzi się w trakcie. Modele liniowe, w których pożądanie zawsze jest na początku, wskazało 28,7 proc. To deklaracje, a nie pomiar pożądania, ale pokazują, że Sabina nie jest wyjątkiem. Z przeglądu badań z 2012 roku (SIECCAN, Kanada) wynika też, że za główne źródło kobiecego pożądania uważa się bliskość: szacunek, życzliwość, ciepło, czułość i rozmowę.
Co z tego wynika w praktyce? Jeśli czekasz, aż ochota „przyjdzie sama”, a u ciebie przychodzi dopiero w sprzyjających warunkach, nie musisz uznawać, że coś z tobą nie tak. Zamiast pytać siebie „czy mam ochotę?”, zapytaj „czy mam ochotę dać szansę, żeby się pojawiła?”. Tylko bez zmuszania się! Zgoda na początek to zgoda na bliskość, a nie na wszystko, i zawsze można się wycofać. Co jeszcze pomaga czuć się dobrze w sypialni, zastanawiałam się w tekście Światło włączone czy zgaszone? Nie ma dobrej odpowiedzi, jest dobre pytanie.
A jeśli jesteś Romkiem? Jego „odpuszczam” to pułapka, w którą łatwo wpaść: on czeka na znak, ona czeka, aż ochota przyjdzie sama, i nikt nie robi pierwszego kroku. Nie czekaj na znak i nie bierz braku ochoty do siebie. Zaproś do bliskości bez planu na dalej, na przykład zdaniem: „Mam ochotę po prostu być blisko”. Ciepło, rozmowa, czułość, wspólny spacer to nie wstęp, który musi się czymś skończyć, tylko sprzyjające warunki. Jeśli skończy się na przytulaniu, to też jest w porządku, prawda?
Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że nie każdy brak ochoty to pożądanie, które się spóźnia. W australijskim badaniu 741 kobiet pozostających w związkach heteroseksualnych (średnia wieku 45,7 roku), opublikowanym w 2012 roku w „Journal of Sex Research”, niższe pożądanie wiązało się między innymi z innymi problemami w funkcjonowaniu seksualnym, z wiekiem i okresem po menopauzie, z dłuższym stażem związku oraz z zaburzeniami seksualnymi u partnera. To powiązania, a nie przyczyny, i nie mówią, co dzieje się akurat u ciebie. Pokazują jednak, że ochota zależy od wielu rzeczy naraz, a nie tylko od tego, czy dobrze rozegramy wieczór. Jeśli brak ochoty trwa dłużej i ci przeszkadza, pojawił się nagle albo towarzyszy mu ból podczas zbliżeń lub długotrwały smutek, warto porozmawiać ze specjalistą.
Na zdjęciu jest gałązka milinu, który bezczelnie rozrasta się w moim ogrodzie. Jeden kwiat jest już otwarty, a wokół są pąki, które na razie czekają. Nikt nie uważa, że z pąkami jest coś nie tak. Pąk to jeszcze nie brak kwiatu, raczej jego zapowiedź ;‑)



