Co roku w połowie lutego świat robi się czerwono-różowy. Kwiaciarnie przeżywają oblężenie, restauracje nie mają wolnych stolików, a w sklepach roi się od serduszek. Nie mam nic przeciwko różom, sama je uwielbiam (ta ze zdjęcia rośnie w moim ogrodzie i nikt mi jej nie kupił ;‑)). Mam jednak złą wiadomość dla tych, którzy liczą, że bukiet raz w roku „załatwi sprawę”: nie załatwi. A czasem wręcz przeciwnie.

Walentynki jako papierek lakmusowy

W 2004 roku amerykańscy psychologowie Stanley Morse i Steven Neuberg sprawdzili, co dzieje się ze związkami wokół 14 lutego. Wynik był zaskakujący: w dwóch tygodniach przed walentynkami i po nich pary rozstawały się ponad dwa i pół raza częściej niż w innych okresach roku.

Badacze wyjaśniają to tak: święto zakochanych działa jak katalizator. Tam, gdzie jest dobrze, może jeszcze trochę pomóc. Tam, gdzie od dawna coś nie gra, bezlitośnie to uwidacznia. Nagle trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie: „Czy chcę to świętować? Z tą osobą?”. Róże nie tworzą więc bliskości. Najwyżej pokazują, ile jej w związku już jest.

Tu rzetelna uwaga: badanie objęło studentów w stosunkowo krótkich związkach. Długoletnie małżeństwa raczej nie rozpadają się przez brak bukietu. Myślę jednak, że mechanizm jest uniwersalny: wielki gest nie zastąpi codziennych drobiazgów.

To, co naprawdę buduje związek, jest małe

John Gottman, jeden z najbardziej znanych badaczy par, przez lata obserwował, jak małżonkowie rozmawiają ze sobą w zwykłych, codziennych sytuacjach. Zwracał uwagę na niuanse, które nazwał „zaproszeniami do kontaktu” (bids for connection). Ktoś mówi: „Zobacz, jaki piękny zachód słońca”. Ktoś inny wzdycha nad telefonem. Ktoś pyta: „Zrobić ci herbaty?”. Na takie zaproszenie można odpowiedzieć na trzy sposoby: odwrócić się w stronę partnera, zignorować go albo odburknąć.

W jednym z najbardziej znanych wyników badań Gottmana i jego współpracowników pojawiła się uderzająca różnica. Nowożeńcy, którzy sześć lat później nadal pozostawali w małżeństwie, zwracali się ku swoim partnerom w około 86 procentach obserwowanych sytuacji. Ci, którzy w tym okresie się rozwiedli, robili to średnio w około 33 procentach przypadków. Gottman podsumowuje to prostym hasłem, które bardzo lubię:

Małe rzeczy, często.

Róża raz w roku to jeden gest. Zauważony zachód słońca, herbata podana bez proszenia i „jak ci minął dzień?” zadane z prawdziwą ciekawością to setki gestów. Wygrywają te setki drobnych momentów, w których możemy zauważyć drugą osobę i odpowiedzieć: „Jestem tutaj. Słyszę cię”.

A co z seksem?

Jako seksuolożka nie mogę pominąć tego wątku, bo na walentynki często ciąży jeszcze jedna presja: „dziś wieczorem musi być wyjątkowo”. Świece, bielizna, plan. Tymczasem pożądanie niekoniecznie pojawia się na zawołanie. U wielu osób rodzi się nie „z niczego”, tylko w odpowiedzi na bliskość: dotyk, rozmowę, poczucie bycia zauważoną/zauważonym. Dlatego w gabinetach terapeutów tak często powtarza się, że seks nie zaczyna się w sypialni. Zaczyna się rano, przy kawie, w tym, jak do siebie mówimy podczas zwykłych, codziennych rozmów.

Ciekawe jest też to, co dzieje się po seksie. Kanadyjskie badaczki pod kierunkiem Amy Muise sprawdziły, jak pary spędzają czas tuż po zbliżeniu. Okazało się, że przytulanie, czułe słowa i rozmowa po seksie przekładały się na większą satysfakcję seksualną, a przez nią na większe zadowolenie ze związku. Co więcej, gdy pary celowo wydłużały ten czas czułości, ich zadowolenie rosło. Kilka minut przytulenia zamiast sięgania po telefon potrafi zdziałać więcej niż najdroższy bukiet. Ten sam zespół badał też, dlaczego na urlopie znów chce nam się siebie – piszę o tym w tekście o wakacyjnym miesiącu miodowym.

Zamiast wielkiego gestu – pięć małych

  1. Zauważaj zaproszenia. Kiedy partner coś pokazuje, o coś pyta, wzdycha – podnieś wzrok, spójrz na niego. To kosztuje sekundę.
  2. Dotykaj bez podtekstu. Przytulenie w kuchni, dłoń na ramieniu, pocałunek na dzień dobry. Czuły dotyk, który nie musi do niczego prowadzić, zdejmuje presję i paradoksalnie często budzi ochotę.
  3. Pytaj naprawdę. Zamiast „jak było w pracy?” spróbuj „co cię dziś ucieszyło?”. Inne pytanie daje inną rozmowę.
  4. Nie uciekaj zaraz po. Zostań chwilę. Przytul, porozmawiaj, pośmiejcie się razem.
  5. Świętuj bez okazji. Kwiaty we wtorek, bo tak, cieszą bardziej niż te „obowiązkowe”, bo nikt się ich nie spodziewa.

Na koniec

Jeśli lubisz walentynki, świętuj je z przyjemnością. Róże są piękne i kolacja we dwoje też. Ja swoją różę ze zdjęcia podziwiam od lipca. Nikt mi jej nie musiał dawać. Wystarczyło, że ktoś kiedyś ją posadził, podlewał i pielęgnował. Z bliskością jest dokładnie tak samo.

Jeśli czujecie, że w waszym związku zabrakło codziennej bliskości albo pożądanie gdzieś się zagubiło, porozmawiajmy. Pomagam parom i pojedynczym osobom odnaleźć drogę do siebie.

Umów konsultację